POCZĄTKI LGD CHATA KOCIEWIA

Założono stowarzyszenie, które będzie korzystać ze środków programu Leader+.

Leader+ w Chacie Kociewia (tytuł prasowy) 





Z Marianem Firgonem – prezesem stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania „Chata Kociewia” rozmawia Tadeusz Majewski

W piątek w Urzędzie Gminy w Starogardzie odbyło się walne zebranie założycielskie Stowarzyszenia pn. Lokalna Grupa Działania „Chata Kociewia”, które ma otrzymywać unijne środki dla wsi. Przyjęto statut, wybrano władze stowarzyszenia, ty zostałeś prezesem. Na sali było wielu ludzi z powiatu... 
- Z jedenastu gmin wiejskich naszego powiatu i z gminy Stara Kiszewa z powiatu kościerskiego... Stara Kiszewa, bo to gmina kociewska, tylko trzy wioski są kaszubskie.

Przynależność regionalna ma znaczenie? 
- Ma. W programie trzeba było wykazać, co to partnerstwo ma ze sobą wspólnego. Jest więc wspólnota regionalna. Wspólnym elementem są też zlewnie rzek Wierzycy i Wdy.
Dlaczego spotkanie odbyło się w UG w Starogardzie? 
- Tworzenie partnerstwa mogła zaproponować każda gmina. Zorganizowaliśmy my, bo jesteśmy inicjatorem wdrażania programu Leader+. 

Co to takiego – Leader+? 
- To program odnowy obszarów wiejskich, zgodnie z którym ma działać Lokalna Grupa Działania „Chata Kociewia”. Program jest bardzo podobny do Pomorskiego Programu Odnowy Wsi, ale nie dotyczy jednej wsi, a dużych obszarów, zamieszkałych jednak przez nie więcej niż 100 tysięcy osób. To jeden z warunków uczestnictwa w programie. Drugi warunek mówi, że Lokalna Grupa Działania (LGD) musi zawiązać trójsektorowe partnerstwo i utworzyć stowarzyszenie posiadające osobowość prawną.

Ależ w tych programach jest nazewnictwo! „Trójsektorowe partnerstwo” - co to oznacza?
- To, że w stowarzyszeniu muszą się znajdować przedstawiciele sektorów: publicznego (np. samorząd czy szkoła), społecznego (organizacji społecznych – np. Grup Odnowy Wsi, bo są najlepiej przygotowane do wdrażania nowoczesnych metod rozwojowych, m.in. do pisania strategii rozwoju wsi i zdobywania środków) i sektora biznesu i rolnictwa (podmiotów gospodarczych).

Przyjechało sporo ludzi. Byli z tych trzech „sektorów”? 
- Byli. Oczywiście wcześniej w tych środowiskach dowiedzieli się, o co chodzi i wybrali delegatów. Rada gminy musiały nawet podjąć uchwały, że desygnują do władz stowarzyszenia przedstawiciela sektora publicznego np. wójta, radnego, dyrektora szkoły czy placówki kulturalnej.


W sali zebrań UG Starogard był tłok jak nigdy. Wszyscy sobie zdają sprawę, że to nowa, duża szansa na pozyskanie pieniędzy dla wsi. Fot. Kamila Sowińska 

pocz3


Kogo na ogół desygnowały rady?
- Różnie. Jest wiceburmistrz Skarszew, są przewodniczący rad Osieka i Smętowa, są wójtowie – Osiecznej, Zblewa, Lubichowa, Starej Kiszewy... Przyjechało sporo przedstawicieli społeczności, nawet i po 6 osób z gminy. Byli też z sektora biznesu. W sumie zjechało z 60 osób. Nie myśleliśmy, że będzie ich tak wielu. 

Stowarzyszenie po piątkowym spotkaniu prawie mamy. Pozostaje jeszcze zarejestrować. Co dalej? 
- Po rejestracji LGD „Chata Kociewia” będzie mogła samodzielnie dysponować pieniędzmi, jakie otrzyma od UE na cele i działania, które sama określi. 

Jakie to pieniądze – setki tysięcy, miliony? 
- Uzyskuje się je etapowo. W I etapie – 2005 – 2006 - nasza Lokalna Grupa Działania wnioskowała o 123 tys. zł i je otrzymała. Te środki są przeznaczone na budowanie partnerstwa, opracowanie strategii rozwoju dla obszaru partnerstwa oraz na sformalizowanie grupy jako stowarzyszenia z osobowością prawną. Drugi etap będzie realizowany w latach 2006 – 2007. Na tym II etapie LGD „Chata Kociewia” będzie mogła ubiegać o środki do 750 tysięcy złotych. Pieniądze te zostaną przeznaczone m.in. na uruchomienie biura i na działania promujące region oraz na doprecyzowanie projektów, a nawet na projekty techniczne inwestycji, jakie mają być realizowane w III etapie. Etap trzeci będzie realizowany w latach 2007 – 2013. Tu LGD może otrzymać od 5 do 8 mln złotych plus środki z innych projektów. To w tych latach. Generalnie metodą Leader+ ma być kierowane na obszary wiejskiej od 2 do 5 procent wszystkich środków unijnych, jakie kieruje się na obszary wiejskie. Dotychczas środki te szły trzema kanałami: najwięcej przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, potem z Urzędu Marszałkowskiego przez samorządy i trochę przez Grupy odnowy Wsi. W przyszłości coraz więcej tych pieniędzy będzie szło przez Lokalne Grupy Działania, okazało się bowiem, że metoda dzielenia pieniędzy Leader+ przynosi najbardziej efektywną pomoc obszarom wiejskim.

Trzy etapy: najpierw założenie stowarzyszenia, potem diagnoza i plany, następne realizacja. Stowarzyszenie – powtórzmy - już jest... To sukces, że powstało tak prędko.
- Nie powstało ot, tak sobie. Przed tym założycielskim spotkaniem wykonano już pewne prace. Zaczęło się od szkoleń mieszkańców w poszczególnych gminach – oddzielnie dla radnych, oddzielnie dla mieszkańców - przedstawicieli organizacji społecznych i podmiotów gospodarczych. Spotkaliśmy się też z wójtami, samorządami i podpisaliśmy listy intencyjne, w których jest mowa o tym, że gminy będą współpracować. Po spotkaniach informacyjnych w gminach fundacja z Tczewa zaczęła robić badania społeczne. 

O, cóż to za badania?! 
- Chodzą ankieterzy i zbierają dane od tysiąca osób. Pytania dotyczą sytuacji w poszczególnych środowiskach - m.in. czy mieszkańcy chcą tu nadal mieszkać, czego im brakuje, czym mogliby się pochwalić w swojej miejscowości, co ją wyróżnia, co można by robić, co należy zrobić. Te dane plus dane statystyczne, zbierane przez urzędy gmin i ogólnodostępne dane ze statystyk oraz strategii rozwoju gmin i planów rozwoju lokalnego gmin będą służyły do opracowana diagnozy dla całego obszaru.

Oj, te „partnerstwa”, „diagnozy”, strategie i tym podobne słownictwo... Te określenia ciągle jeszcze nie budzą zaufania.
- Ale w Programie Odnowy Wsi nazwane tymi słowami metody się sprawdziły. Może dlatego, że to są oddolne metody rozwoju obszarów wiejskich. Ta oddolność jest bardzo ważna. Mieszkańcy mają sami ustalić, jakie walory posiadają - naturalne, społeczne, architektoniczne itd. Na bazie tak zrobionego opracowania powstanie plan działania przynajmniej na lata II i III etapu 2006 – 2007, a potem 2007 – 2013.

Drugi etap trwa krótko. Co w tym czasie stowarzyszenie zrobi?
- Wróćmy jeszcze do I etapu. Mając diagnozę, dane wyjściowe, stowarzyszenie zorganizuje warsztaty dla członków LGD, spotkania w gminach (po jednym w każdej), przedyskutuje tematy: co jest najpilniejsze do zrobienia, co przyniesie najwięcej korzyści wszystkim jakby udziałowcom trójsektorowego porozumienia, jakie podjąć inwestycje (przede wszystkim okołoturystyczne), które będą łączyły. Będzie przekonywać, że gminy nie mają ze sobą konkurować w zdobywaniu środków, jak to się dzieje przy pozyskiwaniu środków ze zintegrowanego programu rozwoju regionalnego. LGD zajmie się też wspólną promocją, by obszar partnerstwa sprzedawać na zewnątrz pod jedną marką. Będzie też dyskusja nad strategią, nad kierunkami działań. To wszystko ma być procesem bardzo uspołecznionym. Po warsztatach odbędzie się wspólna konferencja na terenie naszej wyższej szkoły z udziałem około 200 osób. Na tej konferencji, też metodą warsztatową, powstanie ostateczny kształt kierunków działań, które będą zapisane w strategii. To będzie zamknięcie I etapu. W maju.

Ogólnie mówiąc, stowarzyszenie zajmie się łączeniem gmin. Co za paradoks – najpierw dzielimy, potem łączymy. 
- Rzeczywiście. Z tym że to dzielenie wynika z takiego a nie innego podziału administracyjnego Polski. Wspólne działania, typu podłączone gminy Bobowo do kanalizacji gminy Starogard i oczyszczalni budowanej w Jabłowie, spotyka się rzadko. 

A teraz II etap...
- ...Do 750 tysięcy złotych. Te środki pójdą na akcje promocyjne i utworzenia biura, żeby jakaś osoba mogła pracować, przygotowywać wnioski i pozyskiwać środki z innych programów czy konkursów, chociażby z Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. W tym biurze zostaną też doprecyzowane projekty, nawet już te techniczne, pod inwestycje, które mogą być realizowane w III etapie 2007 – 2013. 

pocz4
Prezesem został Marian Firgon (przemawia) - sołtys wsi Sumin,która jako pierwsza wieś w powiecie od 2000 roku uczestniczyła w pilotażowym Programie Odnowy Wsi, a w 2005 r. została uznana za najlepszą w Pomorskiem konkursie "Wieś Czysta i Gospodarna". Fot.kamila Sowińska 


A teraz trzeci etap. Co stowarzyszenie może realizować?
- Nie będzie budować dróg i kanalizacji. To nadal zadania własne gmin. W tym programie środki będą przeznaczone na cele, które spowodują większą aktywność społeczną i gospodarczą samych mieszkańców. Ta zwiększona aktywność będzie wypływać z realizacji jakichś inwestycji, ale i z tego, że będą z sobą współpracować trzy sektory. Bardzo ważne jest też i to, że Lider+ to metoda oddolna. To zwiększa efektywność pracy.

Rozwiązuje się worek z pieniędzmi?
- Nie będzie łatwo. Na dzisiaj wiadomo, że na II etap środków wystarczy dla 3-4 grup działania w województwie, a jest ich już... szesnaście!

Zapewne jednak „wygrają” je najsprawniejsi i najszybsi w działaniu. Tak było było z Programem Odnowy Wsi w Suminie, gdzie jesteś sołtysem. 
- Mam też inną nadzieję. Otóż Pomorskie dzięki Pomorskiemu Ruchowi Odnowy Wsi jest obeznane z takimi programami, a inne rejony Polski nie. Nasze województwo być może weźmie pieniądze od mniej aktywnych rejonów. 

Program inwestycji będzie powstawał, ale ty już zapewne jakiś „prywatny” masz?
- Mam sporo pomysłów. Ale uważam, że najpierw trzeba pokonać pewne bariery, które u nas na wsi są. Bez tego nie da się znaleźć nowych kierunków rozwoju wsi, jakiejś produkcji czy usług w oparciu o lokalne zasoby. Jeździłem po gminach i z tym nie jest najlepiej. Ciągle chcą, żeby było rolnictwo, chociaż wcale tym nie pragną zajmować się ich dzieci. Nie rozumieją, że jest zapotrzebowanie na zupełnie nowy rodzaj usług. Ewentualnie dostrzegają potrzebę tworzenia tylko takich usług, których oni sami byliby odbiorcami. A przecież rozwój lokalny polega na tym, żeby przyjeżdżał ktoś z zewnątrz i zostawiał tu pieniądze. I na tym, aby tych naszych środków jak najmniej wypływało poza nasz obszar. Niektórzy nie widzą też walorów swoich gmin, a mieszkają nad jeziorami. Nie rozumieli też idei programu, gdzie przecież kładzie się nacisk na działania, które będą tworzyły miejsca pracy na wsi.

Mówiłeś miejsca pracy i inwestycje „okołoturystyczne”... Co to znaczy?
- Nasz problem, jako powiatu, jest opisany w strategii rozwoju województwa pod określeniem tranzytowości. Turyści jadą nad morze, a my ich nie umiemy zatrzymać. Rozmawialiśmy swojego czasu w „Kociewiaku” o ekomuzeum, czyli czymś, co będzie mogło ich zatrzymać. Jak to by mogło wyglądać? To mogą być przedsięwzięcia z wykorzystaniem takich zasobów, jak zabytkowe obiekty, specyficzna kuchnia, wyroby z drewna itp. Słowem, przedsięwzięcia, które potem będą się finansowały już bez wsparcia... Może też być skansen, ale jako coś dodatkowego, bo tu chodzi o inwestycje, które zadowolą wszystkie gminy, a nie jedną. Żeby każdy miał taki przystanek i z tego przystanku czerpał korzyści. W tym programie wsparcie będą też miały podmioty prywatne, które utworzą dodatkowe miejsca pracy. 
Przełożysz sukces Sumina na ten obszar?
- Wierzę, że się uda. W Suminie uczyłem się takiego działania przez pięć lat.