FRANK - "POLSKIE OGRODY OZDOBNE"


We Franku, gmina Kaliska, w 2006 roku roku otwarto do zwiedzania „Polskie Ogrody Ozdobne” - osiem miniaturowych replik ogrodów od średniowiecza do czasów dzisiejszych. W tym roku dojdą następne cztery. Będzie można między innymi poszeptać sobie w Grocie Szeptów - tak samo, jak w bardzo podobnej grocie w Ogrodach Oliwskich. Twórca Polskich Ogrodów Ozdobnych Hubert Kopciowski zaprasza.
Grota szeptu już działa


„Polskie Ogrody Ozdobne”, otwarte do zwiedzania w sierpniu ubiegłego roku, pokazują rozwój ogrodów od średniowiecza do czasów współczesnych. Jest tu między innymi ogród gotycki, japoński, a nawet labirynt. W lipcu tego roku ich twórca, Hubert Kopciowski, ma zamiar oddać do zwiedzania kolejne cztery ogrody. Obecnie kończony replikę ogrodu oliwskiego. Jest tu taki układ kompozycyjny jak w Oliwie. W tej części bardzo atrakcyjny do zwiedzania będzie tak zwany ogród francuski, gdzie poza częścią ozdobną stoją groty szeptu, czyli ustawione naprzeciw siebie konchy o średnicy 2,5 metra. Dwie osoby stojące w owych konchach i obrócone do siebie tyłem mogą szeptać do siebie i bardzo dobrze się słyszą. Tymczasem osoba idąca między konchami nie słyszy nic. Sprawdziliśmy – już działa.


- Budowali takie groty, aby zadziwić – wyjaśnia pan Hubert. - W tamtych czasach wszystko było robione na pokaz i z wielkim rozmachem. Szedł sobie przez takie ogrody król, wszystko zapalali, a potem, po jego przejściu gasili. Aby zadziwić, budowano też rozmaite fontanny... Czy wiecie, skąd nazwa? Otóż wymyślił je włoski architekt, który nazywał się... Fontanna. Opracował około dwieście wzorów takich urządzeń...
Następnie w kompleksie „Polskich Ogrodów Ozdobnych” we Franku powstaje ogród romantyczny - replika ogrodu Radziwiłłów w Nieborowie. Stoi już brama gotycka, która oczywiście prowadzi donikąd. Obok powstaje tak zwana świątynia Amona - ruiny z kolumnadą i obelkowaniem, bez zadaszenia. Miejsce idealnie nadające się na występy teatrzyków, nawet w kiepską pogodę (byłaby folia na dachu). W tej części jest też ciszej, bo leży ona dalej od berlinki. To najprawdopodobniej będzie centralne miejsce rekreacyjne całości. Tu można organizować w pomniejszonej skali imprezy typu „światło i dźwięk”.

- W ogrodach często organizowano rozmaite imprezy artystyczne. W XIX wieku teatrzyki wystawiały spektakle nawet w teatrach na wodzie. Jeśli jakiś zespół będzie chciał wystąpić w naszych ogrodach, to oczywiście pomożemy?
Dalej będzie ogród modernistyczny, element ogrodu w Łazienkach, zbudowany w okresie międzywojennym. Ogród ukształtowany symetrycznie w oparciu o koło, z dużym drzewostanem, z ławeczkami do odpoczynku w środku.
Ostatnia, czwarta część, o nazwie „świat bylin”, będzie repliką ogrodu botanicznego w Powsinie pod Warszawą. Niektóre rośliny będą rosły tu w cieniu.

- W tej części będziemy chcieli pokazać, jak rosną byliny. Zwiedzający zobaczą kolorowy dywan bylinowy o rozmiarach 7 na 12 metrów. Byliny są bardzo modne w Anglii i we Francji – wyjaśnia Hubert Kopciowski. - Rzecz jasna zainteresowany później będzie mógł je u nas kupić. Obejrzy tu również rośliny wodne, rośliny cieniolubne, rośliny skalne, rośliny obwódkowe i różne rodzaje traw.
W sumie z nowymi ogrodami miejsce to zajmie 2 hektary. Będzie bardzo atrakcyjne do zwiedzania. Właściwie to już jest.
- Nie potrafię powiedzieć, ile osób zwiedzało ogrody w ubiegłym roku. Jeszcze nie wprowadziliśmy biletów, gdyż „Ogrody” nie są jeszcze skończone – mówi twórca tej wielkiej atrakcji turystycznej w naszym powiecie. - Ale przyjeżdżały nawet wycieczki autokarowe. Przede wszystkim przyjeżdżają panie (chyba organizują te wycieczki Koła Gospodyń Wiejskich), przyjeżdża też autokarami młodzież. Pytam się, ile mają czasu. Niektórzy chcą szybko, niektórzy chcą pochodzić dłużej. W tym drugim przypadku oprowadzam... Te „Ogrody” mają przed sobą dobrą przyszłość. Przecież to dopiero powstaje. I rośliny są coraz większe. Na przykład taki liguster w labiryncie. Już niedługo będzie wyższy od zwiedzającego. W centrum labiryntu planuję postawić wieżę widokową, żeby ten, kto do tego centrum dojdzie, mógł zobaczyć swoją drogę z góry.
Szkółka krzewów i drzewek rozciągająca się obok ogrodów ma prawie 5 hektarów. Z wieży będzie też widok na ogrody i na szkółkę – w sumie na 7 hektarów wspaniałej roślinności.

Hubert Kopciowski objaśnia, na czym polega działanie groty szeptu. Fot. Tadeusz Majewski


Materiały prasowe

Dziennik Bałtycki 2006

FRANK, GMINA KALISKA. W tutejszej szkółce krzewów i drzewek powstaje część dydaktyczna, jakiej nie ma na Wybrzeżu.

W japońskim ogrodzie na Kociewiu


Powiat starogardzki jest znany ze szkółek krzewów i drzewek ozdobnych. Mamy duże w Czarnej Wodzie, w Starogardzie (w Kocborowie), w Lipinkach Szlacheckich, w pobliskich Ropuchach (na granicy powiatów starogardzkiego i tczewskiego) i właśnie we Franku.
Ta we Franku, podobnie jak w Czarnej Wodzie, jest doskonale ulokowana, bo przy berlince (niektórzy obliczyli, że jeździ nią około 1300 pojazdów na godzinę!). Jest więc „skazana” na rozwój. Nie musi tu chodzić jedynie o rozwój obszarowy i asortymentowy. Wanda i Hubert Kopciowscy zawsze czymś zaskakiwali. Od kilku lat można było tu obejrzeć miniaturki ogrodów, między innymi japońskiego, angielskiego czy francuskiego. Pisaliśmy o tych miniaturkach kilka razy, prezentowaliśmy też urządzenie o nazwie odstraszacz jeleni - dwa „współdziałajace” ze sobą fragmenty bambusa, które na skutek wpływającej do nich wody uderzały w kamień, wydając charakterystyczny, pusty dźwięk.
Teraz te miniaturki ogrodów zniknęły. Dla Huberta Kopciowskiego - ogrodnika, ale z wykształcenia historyka sztuki - były za małe. Już dwa lata temu mówił, że chciałby urządzić takie ogrody zdecydowanie większe, między innymi ogród angielski z romantycznymi ruiny. I te ogrody powstały.


Jest gorący dzień. Hubert Kopciowski oprowadza nas po tych nowych ogrodach. Każdy z nich ma ponad 700 metrów kwadratowych, a całość liczy sobie powyżej hektara. Jest już co oglądać, chociaż uroczyste otwarcie nastąpi za miesiąc (dokładnie 29 lipca).
Zwiedzamy według chronologii. Najpierw ogród średniowieczny, zamknięty z jednej strony długim siedziskiem z cegieł i ogrodzeniem, jak to w gotyku, z ostrołukami. Na takich ceglanych murkach, w opadającym na nie cieniu z roślin i stojących obok budowli, w dawnych czasach siadywali mnisi, by myśleć o fenomenie doczesnego świata, który – jak śpiewał Czesław Niemen – był i ciągle jest dziwny. W centrum tego ogródka znajduje się wirydarz – symetryczna kompozycja z roślin na ziemi. Mnisi, odrywając na chwilę wzrok od ksiąg lub myśli od spraw ponadziemskich, mogli kontemplować piękno róż.
Obok, na małym spłachetku, rosły bób, soczewica i kapusta – w średniowieczu podstawowe rośliny uprawne, dające codzienne jedzenie. Warto tu wspomnieć, że do bodajże XVII wieku nie znano u nas ziemniaka. Pan Hubert nadmienia, że wbrew obiegowym opiniom w średniowieczu wszędzie nie „żarli mięcha”, a to z prostego powodu – zwierząt hodowano mało, a te w lasach należały do panów i tylko oni mogli na nie polować. Obżerano się więc właśnie kapustą (kiszoną), soczewicą i bobem, nawiasem mówiąc bogatymi w białko. I jeszcze warto dodać za ogrodnikiem – historykiem sztuki, że w XV w. mieliśmy już kilka podręczników na temat urządzania ogrodów, a ogólna kultura w tym zakresie w Polsce była całkiem wysoka.
Po obejrzeniu prostej, gotyckiej studni (w ciągu ogrodów we Franku będzie się można przyjrzeć również rozwojowi systemów nawadniających), z której czerpano wodę do podlewania roślin, idziemy dalej. Wchodzimy do ogrodu renesansowego. Stajemy na podeście ogrodzonym betonowymi tralkami. Obok widać pokrytą miedzianą łuską altanę. Renesans to oczywiście formy już bardziej wysublimowane, chociaż niekoniecznie ciekawsze od tych gotyckich, gdzie też jest piękno, tylko bardziej dyskretne.
W ogrodzie rokokowym i klasycystycznym pełno ornamentów z roślin. Przy alei niedługo staną figury.
Po prawej – labirynt. Poprzednio był miniaturowy. W tym, na razie niskim, niedługo będzie można się chować. W sumie na stosunkowo niewielkiej przestrzeni (przypomnijmy – ponad 700 metrów kwadratowych) będzie ze 200 metrów bieżących drogi w labiryncie, a jak ktoś zabłądzi, to znacznie więcej. 200 metrów to całkiem sporo, chociaż są już w Polsce ogrody, gdzie labirynt liczy sobie ponad kilometr. Po tym, przez pomalowaną na ludowo furtę, wchodzimy do – ogólnie mówiąc - ogrodu wiejskiego, można powiedzieć, że dla nas, Polaków, dzisiaj typowego. Oczywiście jest stawek, są też znane w dzisiejszych ogrodach rośliny. Przy studni nie ma żurawia.
Mówię panu Kopciowskiemu, że stało ich w okolicy kilka – w Brzeźnie Wielkim, w Hucie Kalnej i w Waćmierku (widać go z berlinki). Żurawie – oczywiście atrapy. Pan Hubert wyraźnie się zamyśla. Być może będzie i żuraw - w końcu nie wszyscy znają to wyjątkowo proste urządzenie, które wyjątkowo łatwo wyciągało wiadro wody ze studni.
Ogród japoński zdecydowania odcina się od innych swoją... hm... wschodnią innością. Dotyczy to zarówno roślin, między innymi karłowatych iglaków, jak i ogrodowej architektury. Typowa japońska brama i altanka są pomalowane na kolor karminowy i pięknie odcinają się od zieleni. Wśród kompozycji z kwiatów i kamieni widać goły kawałek ziemi. Japońskie ogrody mają takie właśnie puste miejsca w centrum. Codziennie z rana tę ziemię się grabi w jakieś wzory, potem się siada obok i te wzory kontempluje (podobne to do wirydarza w ogrodzie gotyckim). Pomysł na pewno wart rozpropagowania w Polsce, przynajmniej będzie mniej nerwic.
I tak sobie spacerujemy, i rozmawiamy. Hubert Kopciowski opowiada o ogrodach ze znawstwem i ciekawie. Ale nie on będzie przewodnikiem wycieczek. Te rolę przejmie pani od architektury ogrodów.


Przechodzimy obok budowanej części dla dzieci i obok budynku, w którym będzie galeria... sztuki. Idziemy do barku na lody (uff, jak gorąco).
Po otwarciu ogrodów, gdzie każdy ze zwiedzających zobaczy obraz sztuki ogrodowej w układzie chronologicznym i geograficznym, we Frank-Raju znajdzie pracę ponad dwadzieścia osób, a to już jest coś. Do tego mówimy o czymś, co będzie się dalej rozwijać, bo tak dyktują dzisiejsze, rynkowe czasy i – w przypadku państwa Kopciowskich – dyktują zainteresowania. Tu chodzi też o kontynuację tego, czego w tej części Wybrzeża jeszcze nikt nie ma. Pan Hubert już teraz spogląda na dalsze ziemie, gdzie chciałby zakładać następne ogrody. W tej dziedzinie można mnóstwo zrobić.
- Wie pan, niesamowite ogrody mają w Anglii – mówi. - Zjeżdżają tam wycieczki z całego świata, Urządzają na przykład święta azalii, podczas których ogrody są otwarte przez tydzień dla zwiedzających. Bezpłatnie. Albo ogrody tylko z tulipanowcami. Otwarte przez dwa tygodnie w roku. A potem przez cały rok pracownicy znowu przygotowują ogród na następne dwa tygodnie za rok. I im się to opłaca, bo na te dwa tygodnie zjeżdża mnóstwo ludzi z całego świata.
Za miesiąc otwarcie, o czym jeszcze powiadomimy. - Tylko jest prośba, panie Kopciowski – mówię na zakończenie. - Niech pan zamontuje odstraszacza jeleni. Dzieci lubią oglądać takie proste, ludowe urządzenia, cos jak zabawki. Dorośli zresztą też, bo jednak w każdym do końca życia jest coś z dziecka.
Tekst i foto Tadeusz Majewski




Urządzenia ludowe - proste, a jakże atrakcyjne jako ozdoby ogrodowe. I nie musimy wymyślać, dajmy sobie z tym spokój - inni zrobili to już za nas. Na przykład Japończycy. Pokazujemy je tutaj, chociaż dziś (2007 r.) już nie działa - zostało zdemonotwane po budowie "Polskich Ogrodów Ozdobnych". Trochę szkoda, bo nadawało się jako wzór do zbudowania w naszych ogrodach.

Odstraszacz jeleni

Urządzenie o nazwie "odstraszacz jeleni" można obejrzeć we Frank-Raju, w miniaturce ogrodu japońskiego.

Jak to działa
Budowa. Wyżej mamy grubą, wydrążoną rurę bambusa, niżej drugą rurę, z naturalną przegrodą w środku (tak bambus jest zbudowany). Dolna rura jest ruchoma.
Działanie. Do pierwszego bambusa leje się z góry woda - na przykład ze strumyka.

Z niego leje się do niższego. Gdy w pewnym momencie wody zgromadzi się na tyle, by przeważyć punkt ciężkości, niższy bambus przechyla się w drugą stronę, woda się zeń wylewa, bambus wraca do pierwotnego położenia, uderzając końcem o kamień, na którym spoczywa. Wydaje przy tym specyficzny, głuchy odgłos. W Japonii podobno ów dźwięk odstraszał jelenie. W braku strumyka, który wlewałby się do bambusa, może być woda z oczka krążąca w obwodzie zamkniętym.

Miejsce też dydaktyczne
- Miniaturka ogrodu japońskiego z tym urządzeniem, podobnie jak pięć innych miniaturek ogrodów, jakie mamy na terenie naszej szkółki, mają charakter dydaktyczny - mówi Hubert Kopciowski, właściciel Frank-Raju - te ogrody - m.in. japoński, francuski, angielski - przyciągają ciekawskich, a czasami wycieczki. Ostatnio wycieczka przyjechała z Człuchowa. Niektórzy przyjeżdżają coś odrysować. Dzieci mają tutaj dodatkową rozrywkę - mini zoo. W najbliższej przyszłości chcę zamówić pocztówki, żeby to miejsce rozreklamować. Blisko berlinki, w rogu tej dydaktycznej części szkółki, postawimy antyczne ruiny. Takie coś przyciąga.

Ze starogardzkiego bagna można Wenecję
Według pana Huberta mało jest terenów, które nie nadawałyby się pod urządzenie ogrodów czy wręcz parków. Nawet tereny mocno podmokłe, jaki na przykład widzimy na co dzień w Starogardzie przy Wierzycy zjeżdżając ulicą Jagiełły. Jest beznadziejną wizytówką miasta.
- Podobno za Malborkiem jakiś Holender na bagnach porobił kanały - mówi Kopciowski. - Zrobił z tego niezły teren rekreacyjny i na tym zarabia. Jak się chce, wszystko można zrobić. Ważny jest pomysł i zacięcie.

Sofa z... ceramiki
- Albo inny przykład. Przez kilka ładnych lat Iwona Bigońska tworzyła w Dobrzycy koło Koszalina (5 km od morza) ogród marzeń. W dziurze większej niż Frank. Na 40 hektarach oprócz szkółki krzewów i drzew ma różne ogrody. Ze szczególnym smakiem urządziła ogród francuski. Nieporównywalnie większy od naszego. Własnym autokarem dowozi ludzi z ośrodków wypoczynkowych, żeby zwiedzali. Turyści płacą jedynie 5 złotych za wstęp oraz za... zrobienie zdjęcia. Wycieczek jest tam mnóstwo.
Oglądamy album z Dobrzycy. Wspaniałe fotki wykonała sama właścicielka. Wśród licznych atrakcji - romantyczne ruiny (coś podobnego, tylko mniejsze, ma stanąć we Franku) i sofa wykonana w całości z ceramiki.

Nieźle się trzeba napocić, żeby kogoś dzisiaj przyciągnąć i czymś zaskoczyć, co zresztą często na jedno wychodzi.
Marek Grania
1. Katarzyna Czeplina demonstruje, jak działa odstraszacz jeleni. Fot. Marek Grania.
2. Hubert Kopciowski oprowadza nas po miniaturkach ogrodów. W głębi ogród pałacowy.

Na podstawie tygodnika Kociewiak - dodatek do piątkowego wydania Dziennika Bałtyckiego, 2004 r.