opis_strony2

OPALENIE I OKOLICE


Opalenie i okolice - powiat tczewski, gmina Gniew - to jedno z najciekawszych miejsc na Kociewiu, jakie warto zwiedzić. miejsc na Kociewiu, jakie warto zwiedzić. Opalenie i oklice - powiat tczewski, gmina Gniew - to jedno z najciekawszych miejsc na Kociewiu, jakie warto zwiedzić. miejsc na Kociewiu, jakie warto zwiedzić.


Plączą się tu rozmaite szlaki turystyczne, co pokazujemy na mapce. Opalenie i okolice bardzo chętnie odwiedzają zwłaszcza rowerzyści i przyrodnicy. Warto zatrzymać się tu też na dłużej - są kwatery agroturystyczne. Wszystkie miejsca są doskonale oznakowane przez gminę i Nadleśnictwo Starogard. Pod zdjęciami zamieszczamy reportaż z piątkowego magazynu "Dziennika Bałtyckiego" - "Rejsy". Pokazuje on Opalenie i okolice w zbliżeniu.































"Rejsy" - reportaż


My tu w sprawie mostu
Czasami bywa tak, że życie w jakiejś miejscowości mija jakby w cieniu wielkiego tematu, codziennie ją nurtującego. Tak jest w Opaleniu, gdzie od 60 lat na dzień dobry mówią o moście przez Wisłę. Przez te wszystkie lata ten most co pewien czas powstaje w planach, a z tych planów przenosi się do głów, budzi juz teraz ostrożną nadzieje, a potem niepewność, a w końcu rozczarowanie i gorycz.

Psy jedzą trawę. - To znaczy, że przyjdzie deszcz – mówi Stefania Rompa (lat 87, ale rowerem jeszcze jeździ). Dzisiaj z Wiosła Dużego, które w rzeczywistości jest maciupeńkie, nigdzie nie pojechała, nigdzie też nie poszła. Mleko kupił jej listonosz.
Wiosło leży w jarze wyrytym w wielkiej wiślanej skarpie. Przez trójkąt, w prześwicie jaru, widać jasne jeszcze niebo, odbijające się w Wiśle. Niebo, które zapewne wkrótce się zachmurzy.
Kiedyś Stefania żwawo jeździła mostem do Kwidzyna sprzedawać jagody. 8 zł za litr. Ale to jest już prawie zatarte wspomnienie. Podobnie jak upadek parowozu z drewnianego mostu czy 8 wozów z koniami, co płynęło promem.
O jakich czasach mówi Stefania? O przedwojennych nie, bo po I wojnie światowej, w latach 1928 – 1931, Polacy rozebrali stalowy most i przenieśli go do Torunia, gdzie służy do dzisiaj. O tużpowojennych – drewniany most stał do 1947 r.
W jaki sposób przenieśli ten stalowy? - nie wiem. Dlaczego? – wiem. Przecież po I wojnie światowej za Wisłą leżały Prusy, inny kraj, więc na co on tutaj?
- Prusy nie były zupełnie za Wisłą – wyjaśni potem Wincenty Maciejewski. - II RP sięgała trochę dalej, do wału za Wisłą, obejmując pas zawiślańskich łąk. Kiedy most został zdemontowany, to tubylcy stawiali konie w łódki, przepływali z nimi na drugą stronę, kosili trawę i wracali. Kiedy trawa wyschła, łączyli dwie łódki, na nie kładli wrota od stodół, na te wrota nakładali siano i transportowali na brzeg opaleński.
Spoglądamy przez ten prześwit jaru na drugi brzeg. Z każdego miejsca tej wielkiej skarpy, rozciągającej się od Gniewu przez Opalenie do Nowego widać, że most tu jest straszliwie potrzebny.

Jedziemy nad Wisłę, 1,5 km od centrum Opalenia w miejsce przeprawy Opalenie – Korzeniewo (Kwidzyn). Upał. Samochody cierpliwie czekają na prom. Druga strona tuż tuż, a tak daleko. Idziemy nad rzekę. Płynie bezszelestnie. Oczyszcza się. Kiedyś włożyłeś rękę, nie było widać paznokci, teraz ujrzysz całą.

- My w sprawie mostu. Do kogo by tutaj? - znowu pytamy we wsi.
- Do Andrzeja Klepinowskiego – podpowiadają przy sklepie. - On sporo działa.
Jedziemy, szukamy, mylimy się. Może i dobrze, człowiek poznaje tutejszą geografię. W górnej części wsi stoi nieczynna dachówkarnia, jest cegielnia (kwitnie) i zakład z produkcją z ratanu.
Ulicą luzem idzie krowa. Niezwykły widok. Skręca, znika z oczu .
- Klepinowki? Pojedzie pan tam, tam i tam.
Teraz jedziemy na południe. Jakiś pałacyk, jakiś kurorcik, jakiś wiadukt, roztrojenie dróg. Znowu źle. Ale jedziemy dalej, z ciekawości – ta droga idzie wzdłuż dawnych kiedyś torów kolejowych, do miejsca, gdzie kiedyś zaczynał się most.
Dojeżdżamy. Powietrze klarowne. Z urwanego nagle nasypu widać Wisłę i czarne betonowe podpory – pozostałości mostu, i Kwidzyn – jak w teatrum: detalicznie, domy, wieże, zamek, celulozę też.
Cyk, cyk, cyk – zza pleców nadjeżdża cyklista. Zatrzymuje się przy turystycznej tablicy. Czyta. Czekam. Przeczytał. Podchodzę i też czytam. Tekst jest o historii mostów w Opaleniu.
Pierwszy, pontonowy, został wybudowany w latach 1677-1678. Pontonowy istniał też w 1762 r. Kolejny most kazał przygotować w 1808 r. Napoleon. Stały most kolejowo-drogowy (długość: 1059 m) ukończono po 3 latach w 1909 r. wraz z zakończeniem budowy kolei Smętowo – Opalenie – Kwidzyn – Prabuty. W 1928 – 1931 ten właśnie most przeniesiono do Torunia. Prowizoryczny most z drewna powstał od 1.09.1944 do 8.10.1944. Po wojnie był to jedyny czynny most kolejowy w dolnym biegu Wisły. Jednocześnie w 1944 obok kończono most o konstrukcji stalowej. Wysadzono go przed oddaniem do użytku, a jego części wywieźli Rosjanie. Drewniany przetrwał do 1947 r.
W sumie 6 mostów. Ależ historia!

Znowu przed sklepem. - Klepinowski? Kawałek pod górę.
Wsiadam do wozu, przed sklepem zamieszanie. Z krową. W międzyczasie doszła aż tutaj. Mężczyźni spod sklepu nie mogą dać jej rady. Krowa, a uparta jak osioł. Wyrywa się, obiega sklep od tyłu, znowu wychodzi na asfalt i godnie idzie na Gniew.
- Zostawcie ją – głos spod sklepu. - Idzie do domu.

Andrzej Klepinowski siedzi na podwórku. Dom wybudował wielopokoleniowy, tylko pokoleń brak. Jak to na prowincji. Przez brak zatrzymania. Kto będzie tyrał za 600 zł, kiedy w Irlandii dają dziesięć razy tyle?
- My w sprawie mostu.
Wychodzi, dlaczego wysyłali do Klepinowskiego. Działacz.. Były radny. Spokrewniony z Czyżewskimi. Tymi, co w pobliskich Widlicach wydali na świat Józefa Czyżewskiego, właściciela polskiej drukarni w Gdańsku.
- Opalenie liczy z tysiąc mieszkańców – w skrócie charakteryzuje wieś pan Andrzej. - Pałacyk tutaj mamy. Dla narkomanów. Przedtem był Bałtycki Uniwersytet Ludowy, a kiedyś restauracja „Megawat”. Za komuny w opaleńskich lasach położono drogę. Asfalt wylali w trzy noce, bo miał przyjechać Gierek. W Opaleniu zawsze były jakieś plany. Tu miała powstać elektrownia wodna.
- My tu w sprawie mostu, ale niechże pan opowiada. Jakie plany?
- Miała powstać elektrownia wodna i kaskada. Wykupili całe osiedle, 150 ha ziemi. Zebrali 80 cm wierzchu i ułożyli na olbrzymią gromadę. Położyli tory. I... zrezygnowali. Te hektary dali potem pod Spółdzielnię Produkcyjną, a ziemię z hałdy rozwieźli i wyrównywali. Ale przemysł tutaj był: cegielnia, mleczarnia, SKR, GS, dachówki, w sumie 22 zakłady. Chociaż miejscowość jest turystyczna. Opalenie, Widlice i okolice. Chcieli tu zrobić ośrodek dla inwalidów. Przyjechał Płażyński. Z jego inicjatywy dostaliśmy 20 wózków inwalidzkich.
- Ale my tu w sprawie mostu...
- O moście jest cały czas mowa od powojny (żyję tu od 1944). W Opaleniu, Rakowcu, Kolonii Ostrowickiej, Smętowie. Ze Smętowa do Opalenia jet tylko 16 km. Z Kopytkowa, gdzie powstaje węzeł A-1, z 18. Przez most Kwidzyn miałby połączenie z A-1. Dlatego zwłaszcza Kwidzyn ubiegał się, żeby jak najszybciej powstał. Wiary nabrałem kilka lat temu, jak wkopali kamień węgielny. Miał powstać na Małym Wałku, koło Maciejewskiego, 3 km stąd. Wtedy wydawało się, że ruszy. Nawet ziemie wykupiono. Teraz mam cichą nadzieję, że powstanie w związku z Mistrzostwami Europy.

- Dla nas Kwidzyn jest jak światło dzienne. Kiedyś był biednym miastem, a teraz nie do poznania. Jak biją dzwony w katedrze w Kwidzynie, to je u nas słychać. A na Sylwestra wszystko wieczorem widać – dopowiada żona Klepinowskiego, Alicja.
- My w sprawie mostu... Ale macie prom do Kwidzyna.
- Kiedyś z Kwidzynem był inny kontakt. Za chłopca jeździłem wycinać wiklinę do Grabowa. Wisła zamarzała i się jechało. W latach 50. w Opaleniu nie było piekarza. Po po chleb jeździło się do Korzeniowa. Kiedyś tym promem płynęliśmy często. Ale teraz trzeba czekać 4 godziny w kolejce. Naokoło, przez Grudziądz, jest z 70 km. Opłaca się objechać, niż czekać te 4 godziny.
- My w sprawie mostu... I co z tym kamieniem i mostem?
- Budowy mostu miał zaniechać minister Pol. Obecnie temat jest chyba zamknięty. Tyle pieniędzy wydano na projekty i nic z tego. Winny być uruchomione w ciągu 5 latach, teraz są nieważne. Trzeba byłoby je robić od nowa. Co innego, gdyby chociaż coś było wtedy zaczęte, gdyby wbili wtedy łopatę. Dwa lata temu robiono listy i zbierano podpisy, żeby budować. Ale teraz ekolodzy martwią się o ptaki. O ludzi się nie martwią... Jeśli nie powstanie tu most, to nadal będzie tu zadupie.
- A gdyby był most?
- Kwidzynianie kupowaliby tu działki pod domy, bo u siebie nie mają specjalnie ziemi. Piękne są tu tereny turystyczne. Kiedyś przyjeżdżały tu kolonie ze Śląska. Gdyby był most, to też by przyjeżdżali. Mamy nową salę gimnastyczną. A w Widlice mocno zaangażowały się Lasy Państwowe. Ruszyłaby Akademia Opaleńska z siedzibą w budynku po GS-ach. Inicjatywy w Opaleniu są ogromne. Ale jest nas mała garstka.

Wincenty Maciejewski to też wielki działacz. Prywatnie prowadzi przedsiębiorstwo po byłych SKR-ach.
- My w sprawie mostu.
Powoli, powoli. Pan Wincenty najpierw opowiada o Opaleniu. O firmach, plantatorach wikliny i wikliniarzach, o jarmarkach opaleńskich i o Akademii Opaleńskiej, która zaczyna wchodzić w turystykę. Prowadzi do hangaru. Zaskakujący widok - kilkanaście inwalidzkich wózków. Część z demobilu, ale naprawiane. - Docelowo w Opaleniu ma być wypożyczalnia wózków dla niepełnosprawnych. Będą na nich zwiedzać Opalenie i okolice. Jeden mi rzekł, że może z piętra zjechać na łokciach, ale dalej już nie da rady, potrzeby wózek. Te wózki otwierają przed nimi świat.
- Ale my tu w sprawie mostu...
- To się wiąże z mostem. Kiedyś jeździłem do Kwidzyna i przywoziłem tu niepełnosprawnych. Potem w konie jeździliśmy po po lasach, nawet zbierali jagody. Gdyby był most, to przyjeżdżaliby tu niepełnosprawni. Do naszej Akademii. Poza tym most byłby ważny dla dzieci. Powinny obcować z miastem. Kiedyś organizowałem wyjazdy do aquaparku i okazało się, że niektóry były pierwszy raz...
- To nic nowego, że pierwszy raz w aquaparku.
- Pierwszy raz w dużym mieście.
- Ale most...
- Ten temat jest wszędzie.

Wincenty Maciejewski wsadza nas do terenowego opla. Najpierw jedziemy do kwatery agroturystycznej, która prowadzi jego syn, a potem – ufff... Rozpoczyna się rajd po wiślanej skarpie: Opalenie, Widlice, Kozielec, Wiosło Małe, Wiosło Duże, punkt widokowy – między Wisłami. Różnica poziomów 70 m, w niektórych miejscach i więcej. Wspaniałe lasy. Nic nie można wycinać. Rezerwaty.

Zatrzymuje wóz przy przy Izbie Edukacji Ekologicznej. Nieco dalej widać gospodarstwo agroturystyczne o nazwie Królowa Miodu. Przez moment rozmawiamy z leśniczym Dariuszem Kowalewskim.
- My w sprawie mostu...
- No właśnie. Co z tym mostem?
- Jak to? To pan nie wie? Podobno nie będzie, bo tu jest korytarz przelotów ptaków. Pan, jako leśniczy, zapewne też jest przeciwnikiem budowy mostu. Wiadomo, ekologia.
- Ależ skąd. Jesteśmy za budową mostu. To oczywiste...
- Opowiadają, że most miał być linowy, i że o liny rozbijają się łabędzie.
- Bzdura.
Teraz pan Wincenty wiezie nas dołem, z Opalenia do Widlic, między Wisłą w wielką, ponad 70-metrową, stromą skarpą. - Na tej skarpie kiedyś było sporo domków – mówi. - Nic prawie z niech nie zostało. Kiedyś rosły tu śliwki. Suszone szły do Gdańska, a potem do Kanady. A teraz my mamy kalifornijskie.
Jedziemy pod górę. Widlice Górne.
- Był tu sklep. Kupowało się wszystko – od artykułów spożywczych po łańcuch do krowy. Trochę dalej była restauracja w lesie. Kwitło tu życie towarzyskie. Odwiedzali to miejsce ludzie z przystani na Wiśle.
Teraz drogi robią się coraz bardziej kręte, a pomiędzy drzewami widać przepaście. W pewnym momencie Maciejewski zatrzymuje wóz i lustruje olbrzymie zbocze sąsiedniej góry. Wypatruje zwierząt.
- Najlepiej widać raniutko zimą – mówi i po chwili, ufff, wali się samochodem w przepaść. To znaczy, tak się nam wydaje – to stromizna, on tu świetnie zna każdy skrót i każdy zakręt. Po to chodził na wagary.
Przystanki. Pomnik Gottlieba Szmidta. Spory, na szczycie skarpy, otoczony lasem. Dziwne wrażenie.
- Doprowadził do stanu oglądalności Marek Głowala z synami – mówi Maciejewski. - Przywiózł beczkę wody i proszku, wyszorowali go. Niektórzy są bardzo zdziwieni, że pomnik może stać w lesie.
Na pomniku napisy. Gottlieb Schmid, projektant regulacji odcinka dolnej Wisły, urodził się w 1800 r. i przez 60 lat zajmował się projektowaniem i wykonywanie obwałowań i zabezpieczeń Wisły przed powodzią.
I jesteśmy w punkcie punktów – w miejscu widokowym. W dole widać oczka starorzecza, łąki, dalej Wisłę, Kwidzyn, na południu wieże Nowego, na południowy wschód majaczy Grudziądz. Niesamowite.
- Stąd do brzegu Wisły miała być kolejka linowa – zauważa Maciejewski.
- Świetny pomysł. Ale pewnie nie wyszło. Plany... Lubimy planować, gorzej z realizacją. Nie jak ten tu za nami – Gottlieb Schmid.... Panie Maciejewski, my w sprawie mostu...
- Tu się wszystko wiąże z mostem.
Tadeusz Majewski