opis_strony2

WDA - OD CZARNEJ WODY DO CZUBKA


Spływy Wdą - przystanek Czarna Woda
WDA to jedna z najpiękniejszych nizinno-leśnych rzek w Polsce. Jej czyste wody i urokliwe zakola tworzone wśród lasów zamieszkują bobry oraz wodne ptactwo.
WDA, to również bardzo malowniczy i atrakcyjny krajoznawczo szlak kajakowy idealnie nadający się do uprawiania bezpiecznej i rodzinnej turystyki kajakowej. Całkowita długość tego szlaku wynosi 195 km . Aby zaliczyć tę trasę potrzebne jest 10 dni. Warto dodać, że płynąc WDĄ odwiedzimy dwa polskie regiony Kaszuby i Kociewie, słynące z bogactwa niczym nie skażonej natury. Na trasie spotkamy liczne rezerwaty przyrody oraz spokojne wsie i miasteczka zamieszkane przez gościnnych Kaszubów i Kociewiaków.


Dla początkujących kajakarzy polecamy w pełni bezpieczną 4-godzinną trasę na odcinku rzeki od miejscowości Czarna Woda (130 km) Wdy do osady leśnej Czubek.(117 km).
W Czarnej Wodzie rzeka przejmuje wody swego ciekawego dopływu Niechwaszczy. Ponadto w powyższym miasteczku możemy odwiedzić Wystawę Przyrody Borów Tucholskich.
Czarna Woda to także swoista rzeźbiarska enklawa. W mieście są sklepy, restauracja, poczta, kompleks sportowo-rekreacyjny, wypożyczalnia kajaków, dociera tu pociąg i autobus.


Po minięciu tej miejscowości zmienia się charakter rzeki. Płynie ona bystrym nurtem, dużymi zakolami w wąskiej dolinie o wysokich brzegach. W krajobrazie dominują pola i wsie. W Zimnych Zdrojach (123 km), półtora kilometra za kolejowym mostem wpada do Wdy jej kolejny dopływ – Zbylewska Struga. Dolina i rzeka stopniowo się poszerzają, zbocza stają się łagodniejsze, a nurt wolniejszy. Z prawej pozostają widoczne zabudowania wsi Klaniny, a w oddali widać sylwetkę zabytkowego XVII-wiecznego kościoła w Hucie Kalnej.
Dalej rzeka płynie leniwie w otoczeniu łąk, tylko na chwilę zbliżając się do lasów z południowej strony. Tak dociera do Czubka. W tej leśnej osadzie uwagę zwracają okazy starych drzew rosnących koło leśnictwa.


Początkujący kajakarze mogą popłynąć także w 8-godzinną trasę na odcinku rzeki od miejscowości Czarna Woda (130 km Wdy), do osady Młynki (98,5 km).

Zaraz za mostem w Czubku, rzekę przegradza na całej szerokości łatwy do pokonania próg. Wzdłuż prawego brzegu rozciąga się zwarty kompleks leśny, na lewym widać rozległe pola i łąki. Po drodze mijamy miejscowość Czarne. Tuż za mostem widać zarastające rozlewiska dawnego starorzecza. W końcówce lat 60 XX wieku przeprowadzono tu regulację rzeki, prostując ją w wielu miejscach.
Dalej szlak prowadzi wśród lasów po drodze mijając Mały Bukowiec i Osowo Leśne. Za mostem w Osowie Leśnym, szlak wiedzie malowniczym wąwozem o wysokich zboczach , wśród wysokopiennego lasu. Przez 7 km można się oddać kontemplacji przyrody.
Dalej rzeka uroczo meandruje wśród łąk, by później znowu leniwie przemykać prosto. Sporo tu drobnych cieków zbierających wody z podmokłych terenów. Na kilkunastometrowym odcinku WDA zatacza duży łuk, zmieniając kierunek ze wschodniego na południowy. Po kolejnym z zakrętów ukazuje się w oddali konstrukcja mostu drogowego – to osada Młynki.

Wypożyczalnia kajaków, pole kempingowe
„Pod Świerkami”
Czarna Woda 83-262
ul Okrężna 4

130 km rzeki Wdy

tel. kontaktowe (058) 5878695 lub (058) 5609280)
kom. 509596763 – szef
kom. 502164456 – j. angielski
kom. 502091916 – j. rosyjski


Pole wyposażone w bieżącą wodę, prysznice, mini bar, staw oraz pomost do wodowania kajaków. Prowadzimy też sprzedaż pamiątek z Kociewia. Tu można wypożyczyć także kajak, omówić warunki transportu, zorganizować spływ na całej długości rzeki Wdy, Wierzycy, Niechwaszczy lub ich poszczególnych odcinków. Na życzenie klienta organizujemy spływy z pełną obsługą: instruktor kajakarstwa, ratownik, transport bagaży. Dowozimy także posiłki na miejsca postoju spływów. Gwarantujemy także bezpieczny parking.

Koszt pobytu 1 osoby na polu namiotowym – 4 zł/doba
Koszt wypożyczenia kajaka – 20 – 24 zł/doba 4 zł/godz.

Prysznic z gorącą wodą – 3zł
Parking 5zł/doba
Koszt transportu na trasie Czubek – Czarna Woda
1 kajak – 30 zł
2-15 kajaków – 50 zł

Koszt transportu na trasie Młynki – Czarna Woda
1 kajak – 100 zł
2- 15 kajaków – 130 zł



Z prasy

Kajaki w Czarnej Wodzie

W Galerii Ostoja jacyś turyści z Warszawy oglądają dzieła rzeźbiarza Michała Ostoja-Lniskiego. Wyraźnie widać, że chcą coś kupić. My bierzemy ze stołu wizytówkę - reklamówkę kolejnej w naszym powiecie wypożyczalni kajaków. I jedziemy.



Inaczej patrzę teraz na rzekę

Jedziemy ulicą Długą, ale nie tak daleko. Napis KAJAKI, strzałka w prawo. Dom w budowie stojący na wysokim brzegu Wdy. Na tarasie siedzi dwóch mężczyzn. Jeden z nich obserwuje przez lornetkę akurat przepływające kajaki. Pomimo, że są od nich na rzut kamieniem.

Kartofel wiktoriański

Przez lornetkę widać wszystko w detalach - twarze ludzie, kolor kajaków, kapoki, być może logo firmy. Rozpoznanie konkurencji?
Przy tarasie stoi też zaskakujące urządzenie. Czarne, z szeryfowymi napisami - między innymi KARTOFEL WIKTORIAŃSKI - na kołach, pod wielkim parasolem.
Jeden z mężczyzn wstaje, wysuwa szuflady, pokazuje, gdzie w urządzeniu mieści się butla gazowa.
- A to jest duchówka - tak nazywa górne pomieszczenie nad szufladami.
Zapisujemy skwapliwie słowo "duchówka", jakbyśmy znaleźli ciekawą skamienielinę.
Włodzimierz Sękowski, właściciel domu i terenu, wyjaśnia, do czego owo coś ma służyć. Okazuje się, że to piec do pieczenia specjalnie pokrojonych na plasterki ziemniaków. Ale może też być i do ryb.

Miała być oaza spokoju
- Dom nie ma jeszcze numeru - mówi Sękowski - bo budowa jeszcze nie jest zakończona.
Rozglądamy się dookoła. Piękny teren. Dom stoi o około 9 metrów wyżej od lustra Wdy. Na wielkiej połaci - 9000 metrów kwadratowych - między skarpa a rzeką sporych rozmiarów staw. Od otaczającej zieleni bolą aż oczy.
- Tę działkę mamy z żoną Sabiną od 1998 roku. Tu wymarzyliśmy sobie zbudować azyl spokoju. Ale w Zakładach Płyt Pilśniowych zaczęło się źle dziać, skończyła się praca, usługi transportowe, więc trzeba było wymyślić sobie jakiś interes. Pomysł - wypożyczalnia kajaków - powstał poprzedniej zimy.
- Późno. W Wielkim Bukowcu, Skórczu i Czarnej Wodzie zaczęli w 2002, 2003 roku.
- Późno, bo myślałem, że firma się podniesie, a kajaki to będzie ostateczność. Nigdy na tę rzekę nie patrzyłem pod kątem interesu. Zawsze dla mnie było tak - rzeka jest, bo jest. Bardziej interesował mnie stawek. Zarybiłem go. Wierzę w sukces.



- Jakoś się niespecjalnie reklamujecie.
- Właśnie. Rodzina ma pretensje, że się nie reklamujemy. Ale na to trochę za wcześnie. Jeszcze trzeba więcej sprzętu, wtedy zobaczymy. Na razie mamy 40 kajaków. To duża inwestycja. Już widać, że przydałby się drugi samochód do odbioru kajaków, bo nieraz trudno się wyrobić. Jedni chcą tu chcą spływać, a w tym samym czasie trzeba drugich odebrać. Tak zdarzyło mi się tydzień temu.

- Nieco wyżej dużą wypożyczalnię kajaków i pole namiotowe ma Tadeusz Zaręba, niżej jakiś Niemiec. Czarna Woda zamienia się w centrum kajakowe. Tu też będzie pole namiotowe?
- Niemiec, zdaje się, chce obsługiwać ludzi z dużymi pieniędzmi... U nas jest bardzo dogodny punkt startu. Z konkurencją można współpracować. Na przykład kolega ze Sfornych Gaci chce wystartować ze swoimi kajakami ode mnie. Nie ma problemu. Objechaliśmy z żoną trochę rzek, zanim zdecydowaliśmy się na to. Chcieliśmy mieć obeznanie, jak to robią gdzie indziej. Co do pola namiotowego... Dopiero zaczynam, więc trudno od razu o wszystko. Potrzebne są sanitariaty. Ale pole będzie. Wierzę w sukces. Nie tylko zresztą ja. W Powiatowym Urzędzie Pracy też. Otrzymałem od nich 11 tysięcy złotych dotacji. Z 50 wniosków przyjęto 10, w tym mój. Liczę też na kolejne dotacje. Taka pomoc - pieniądze dostałem w kwietniu - to ważna sprawa, tym bardziej, że od razu na starcie, kiedy to się dopiero rozkręca - pierwszy spływ był pod koniec maja - trzeba opłacić ZUS. Kajaki są kupione z różnych źródeł. Chcę jeszcze dokupić.

Wstępne szacunki
- Pierwsze spostrzeżenia?
- Na ogół zapotrzebowanie jest w weekendy, ale w tygodniu też jest nieźle. Jesteśmy optymistycznie nastawieni. Mamy plany i je powoli realizujemy. Staw, wykopany w 2000 roku, ma 30 metrów długości i jest zarybiony. Być może w przyszłości ktoś zechce złowić rybę i ją sobie zwędzić na tym urządzeniu.
Krótka przerwa. Gospodarz robi kawę. Woda źródlana - dosłownie.
- Ze skarpy spływa źródło.
Schodzimy niżej. Faktycznie. W stromym zboczu widać rurę, z której płynie woda. Źródła są też w stawie. Widać to zimą po kolorze lodu.



- Przez tę lornetkę zapewne śledzi pan konkurencję. A liczy pan, ile dziennie kajaków przepływa?
- Nie znoszę statystyk.

- Jednak przed rozpoczęciem takiego biznesu chyba trzeba było usiąść na brzegu Wdy i policzyć. Przykładowo berlinka. Niektórzy liczą, ile jedzie nią samochodów i zastanawiają się, czy nie otworzyć hotelu czy kwatery noclegowej (jest ich na odcinku naszego powiatu 11, a mają powstać dwa następne - właśnie w Czarnej Wodzie i we Franku). To nieprawdopodobne, ale w latach 70. stałem w Chojnicach na stopie przez 4 godziny i jechał w tym czasie tylko jeden pojazd - duży fiat. Czy Wda może być taką naszą wodną berlinką?
- Dziś wypłynęło 21 kajaków. Bez naszych było 100. W porównaniu z 1998 rokiem szacunkowo płynie ich ze 300 procent więcej. W skali roku. Zawsze w Boże Ciało jest oblężenie. Co jeszcze... Ta rzeka jest płytka, wąska i bezpieczna. Kajakarze mówią, że Brda, dość trudna rzeka, jest ciekawsza.
Pomysły, pomysły

- Czyli ten ruch prędko rośnie. Trzeba pomyśleć o dodatkowych atrakcjach. Z rozmów z różnymi klientami ośrodków turystycznych wynika, że całkiem spory procent ludzi poszukuje dziewiczej natury, chce zobaczyć bobra, czaplę...
- Bobry u nas są, ale robią szkody. Podobnie wydry i czaple - łowią ryby. Jest też karczoch.
- Co to jest - karczoch?!
- Tak my tu mówimy. Szczur wodny, piżmak, coś w tym rodzaju.
- Czyli ma pan coś osobliwego. Może warto na reklamie napisać - TYLKO U NAS ZOBACZYSZ KARCZOCHA. Ludzie chcą dodatkowych atrakcji.
- Dodatkową atrakcją może być przewóz dżipem, zbiory militarne, jakie mają moi znajomi, może ta wędzarnia. Zobaczymy... Co nam trochę przeszkadza? Linia elektryczna, która przechodzi przez naszą ziemię. Ciekawe, czy nie dałoby się jej przesunąć. I odgłosy z mostu.
Faktycznie. Z tarasu widać most nad Wdą. Niby daleko, ale odgłosy dochodzą, bo koła przejeżdżają po betonowych płytach. Nie tylko Sękowscy czekają, kiedy w Czarnej Wodzie położą asfalt, co w niesamowitym tempie robią od Starogardu do Czarlina.

Na podstawie Dziennika Bałtyckiego - piątkowe wydanie Kociewiaka



Czarna Woda niegdyś intensywnie pachniała truciznami z Zakładów Płyt Pilśniowych, buchała parą, buczała i waliła ściekami we Wdę aż rzeka dostawała piany. Wcześniej tą wodą na kajaku spływał Karol Wojtyła. Dziś ZPP już tak nie buczą, a Wda ma prawie I klasę czystości. Rzeka jest szansą dla Kociewiaków.


Chłopiec i kajaki

Tadeusz Zaremba (ur. w 1961 r.) dokładnie może określić miejsce, gdzie odbierała go akuszerka. Taka tu była, za przeproszeniem, wiocha. Dorastał na gospodarstwie przy Wdzie. Na amen zapamiętał pierwszy spływ. Zróbmy zbliżenie.
Jest rok 1968. 7-letni chłopiec biegnie między domem a "chlewikiem dolnym" (bliżej rzeki), gdzie pasie się krowa. Z góry rzeki bezszelestnie jak cienie wypływają kajaki Gdańskiej Stoczni Remontowej. Mnóstwo ich. Jest zimno. Kajakarze proszą o nocleg w stodole. Jeden z nich, Karol Goga, dzień potem bierze chłopca do kajaka. "Fajne miejsce na przystań" - rzuca w stronę ojca Tadzika.
Potem przepływały inne kajaki. Wcześniej też. W 1953 płynął Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II. Modlił się przed ołtarzami z odwróconych kajaków i krzyżem z wioseł. 28 - 29.06 odbędzie się kolejny spływ jego śladami. Z Czarnej Wody w dół rzeki. Spływ kameralny, na 60 osób, impreza zamknięta.

Woda - nie woda
Spływów wtedy za wiele nie było. Obrzydliwie ciepła woda miała kolor kawy z mlekiem. Do tego wstrętna biała piana. Nieliczne wówczas grupy dziś wyznaczają sobie jubileuszowe spływy, jak ta, która 40 lat temu płynęła od Szramkowej Góry (przy moście). W latach 70. ZPP skierowały ścieki na oczyszczalnię i rzeka zaczęła się oczyszczać.

Urząd wpadł na pomysł
Do 2003 r. Zaremba pracował w Urzędzie Miasta Czarna Woda. Tam wymyślili, żeby z powrotem uruchomić wypożyczalnię kajaków. Miała przyciągać turystę. Wcześniej, w latach 60. i 70. istniała przy drewnianym moście, teraz urząd wybrał kiepskie miejsce - przy cmentarzu, ze 300 m od wody. Do tego te sklejkowe kajaki. Kto dziś na czymś takim pływa? Nie szło, więc zapytali Tadeusza, czy nie chciałby spróbować na swoim terenie, gdzie było gospodarstwo. O.K., nie ma sprawy.

Ogólnie - hajfi

Pewnego dnia 5 lat temu Tadeusz z synem Oktawianem stanęli w wyższym miejscu, bliżej szosy, objęli wzrokiem te swoje ponad pół hektara. Trawa po pas, bajzel. Tadeusz przez chwilę odbył podróż do źródeł swojego czasu, do tego pierwszego spływu, jaki zobaczył. A potem zabrali się za porządki. Ścieli trawę, zamontowali dwie plastikowe rynienki z trzema kraniki z zimną wodą, postawili dwie sławojki. Kupili też 10 nowych kajaków, bo jakże na tych urzędowych?
W piątek idziemy przez ten teren nad rzekę. Wszędzie trawa ścięta na jeża, nad rzeką porządny pomost z drogo-, a raczej rzekowskazem. Wyżej 2 prysznice z gorącą wodą w dużych kabinach, 4 tojtoje. Stawek. - Ryby tyle, co kaczki przeniosły, ale to na razie - mówi Zaremba. Ogólnie hajfi - jak w zagranicznych folderach.

50 kajaków
Tadeusz już nie pracuje w urzędzie. Od kilku sezonów miejscem jego pracy jest rzeka. W hangarze jak martwe ryby leży 50 nowych kajaków. To nie tani binzes. Danka, żona Tadeusza, podaje kilka liczb. Jeden tojtoj - ponad 2 tys. zł, kajak z wyposażeniem - ok. 2 tys. zł. I ciągle trzeba inwestować, ot choćby w tym roku w traktorek do trawy, bo spalinowa kosiarka, nawet ta z żyłką, za mocno daje w kręgosłup. - Dotąd dostawałam na urodziny kajaki, teraz pewnie dostanę traktorek - śmieje się Danka.

Wodniacka życzliwość
W tym biznesie, podobnie jak w rzece, nie ma odwrotu. Ruch na Wdzie robi się coraz większy. Kajaki wypożyczają: Tadeusz Śliwiński z Wielkiego Bukowca, Jacek Dąbrowski ze Skórcza, "Kurka Wodna" z elektrowni wodnej we Wdeckim Młynie, właściciel Sklepu Kolonialnego w Osowie Leśnym, w Kasparusie i inni. Nie ma konkurencji, jest wodniacka życzliwość. Spotykają się raz w roku, naradzają odnośnie cen, pożyczają sobie nawzajem kajaki. Spotykają się też na rzece. Nie ma też konkurencji, bo "rzeki nikt nie przerobi" - mówił 2 lata temu Śliwiński.

Jeszcze za mało
Duża część spływów zaczyna się u nich, choć początek ma miejsce wyżej, w Lipuszu. Wielu jednak boi się płynąć przez Jeziora Wdzydzkie. Grupy, osoby indywidualne... Ilu dziennie? Ilu przez 5 miesięcy sezonu? Na takie badania - uważa Tadeusz - jeszcze za wcześnie. Jeszcze tych ludzi za mało. Na realizację wielkich planów zagospodarowania Wdy (jednolite pola biwakowe, wiaty kajakowe itp.) z kolei nie ma środków. Ale pionierzy jakoś sobie radzą, nie czekając na unijne czy samorządowe pieniądze.

Pomysł rodzi pomysł
Masz kajaki, wypożyczasz je, jesteś instruktorem, masz pole namiotowe, myślisz, co by tu dalej. Pomysł rodzi pomysł. Niektórzy klienci chętnie wynajmują instruktorów. - Rok temu zadzwonił gość z Rumi - opowiada Tadeusz. - Był zupełnie zielony, nigdy nie pływał kajakiem. Chciał z rodziną spędzić kilka dni na spływie. W Czarnej Wodzie jest kilku instruktorów. Przecież miasteczko ma drużynę kajak polo piłki wodnej, więc trudno się dziwić... A co z tym greenhornem? Minęły 3 tygodnie od pierwszego spływu i wrócili - już nie na dzień, a na trzy (20 km dziennie, 6 godzin wiosłowania). Tym razem popłynęli bez instruktora.

Gastronomia, hotelik
Biznes rodzi biznes. Jest pole namiotowe, to czemu nie gastronomia? Na razie Tadeusz kieruje ich do miasteczka. Restauracja ma klientów, okoliczne sklepy też. - "Browary" mają się dobrze - dodaje Danka. Na razie, bo Zarembowie nie ukrywają, że myślą o hoteliku i gastronomii. To takie oczywiste. Na polu namiotowym bywa sporo osób. Rekord? 280. Ale już na jubileuszowym spływie ma być trzystu. Zimą, na trzydniowy spływ ogólnopolski, przyjechało 180 fanatyków. Nocowali w szkole.

Każdy widzi rzekę po swojemu

Płyną różni ludzie. Lekarze - ogólnopolski spływ. Wyłowili protezę nogi (oczywiście ortopeda) i sztuczną szczękę (oczywiście stomatolog). Każdy widzi po swojemu rzekę. Albo ci z Bydgoszczy. Wieczór, chłodno. Przychodzi jakiś z pola i pyta, czy mogliby przyjść i pograć. Oczywiście, oczywiście, lokal jest, ciepło, światło, dlaczego nie? Po chwili wchodzi czterech facetów około 60 lat, łysych, brodatych, z futerałami jak ten z "Desperado". Flaszki na stół i zaczynają. Clapton mógłby ich posłuchać. Albo grupa, która spłynęła z Lipusza. Prognozy w Internecie bardzo kiepskie - tydzień deszczu. No to oni namioty do kupy, duże zadaszenie. I przychodzą. "Potrzebny wielki kocioł. Będziemy gotować bigos" - mówią. Tadeusz znalazł kocioł. Trochę pachniał mydlinami, ale nic to. A oni nakroili kapuchy i zrobili swoje. Bigos na deszczówce. Bigos doskonały, bigos bigosów. Nie było takiego z pola, który by nie zjadł. Niektórzy pływają ze zwierzętami - przeważnie z psami, ale raz jakaś babka wzięła ze sobą dwa koty. Potem ją drażniły, bo co podpływała pod drzewo, wskakiwały na nie. Nie bały się wody, chodziły po całym kajaku. Co jeszcze... Najmłodszy znany im uczestnik miał pół roku, najstarszy - 92 lata.

Zdarzają się samotnicy
Bywa, że na polu nie ma nikogo. Zwłaszcza jak szumi zakład. Gdy ZPP stanął, ludzie dobijali tu codziennie. Na ogół płyną grupy 20- 30-osobowe, ale zdarzają samotnicy. Danka opowiada o gościu z Sosnowca. Przyjechał samochodem, popłynął pod prąd do Lipusza, opłynął wszystkie Jeziora Wdzydzkie, wrócił do Czarnej Wody i popłynął do Tlenia. Na polu mieszkał samotnie, jadł jakieś grzybki i w ogóle to, co dała natura. Siedział w jedynce przez trzy dni, bo padał deszcz. Na odjezdnym poprosił ich o wodę. "Sklep jest tam..." - wskazał Tadeusz. On na to, że chce tę, by zabrać do Sosnowca. Bo... jeszcze nie pił takiej dobrej kawy.

Całować w kolano
Wda dla powiatu może być taką berlinką na wodzie. Ale tu ludzie szukają innych usług niż ci z szosy. Jakich? Trzeba zgadywać, bo to wszystko dopiero się rodzi. Chcą przenocować, rozpalić ognisko, napić się kawy, naładować komórkę (!), chcą się umyć i wykąpać, może i czegoś więcej - na przykład boiska. Jedni postawili właśnie taki warunek: ma być boisko do siatkówki. "O której godzinie?" - zapytał Oktawian. Po 3 godzinach stanęły słupy. A tamci zostali dwa dni. Następnego dnia utworzyli 13 zespołów. I grali, grali - przez dwa dni. Ogólnie - mówi Danka - chcą nieskażonej przyrody, widoku żeremi bobrów, pięknych ważek, romantycznych wieczorów, gdzie się całuje ukochaną w kolano jak w "Jeziorze osobliwości".
Tak to widzi Danka, ale ona jest romantyczka.

Więcej w tygodniku Kociewiak - piątkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego